Rzeka Kinabatangan na Borneo – Żałuję że tam pojechałam! 18


Lasy deszczowe Borneo to marzenie wielu podróżników. Rzeka Kinabatangan jest bez wątpienia jednym z najpopularniejszych miejsc do podglądania dzikich zwierząt w Malezji. Niewiarygodne, że podczas krótkiego rejsu zobaczyłam setki małp, krokodyle, dzioborożce i ogromne warany. W tym artykule powiem jak wyglądał mój rejs po rzece Kinabatangan na Borneo oraz dlaczego żałuję, że tam pojechałam.

Z czego słynie Rzeka Kinabatangan?

Kinabatangan to rezerwat przyrody, który obejmuje rzekę, przyrzeczne mokradła oraz lasy namorzynowe w okolicy delty. Rejon zamieszkuje bogata w różnorodność fauna i flora, w tym słonie, orangutany czy wyjątkowe dla Borneo małpy Janusze, czyli nosacze.

Niestety tereny zielone wzdłuż rzeki Kinabatangan zostały porządnie uszczuplone przez wycinkę drzew oraz plantacje palmy oleistej. Zostało już niewiele miejsca dla zwierząt, co jest jednym z głównych powodów dla którego zagęszczenie dzikich zwierząt jest tu tak wysokie. Ponadto warto dodać, że lasy deszczowe Borneo należą do najbardziej zróżnicowanych biologicznie miejsc na świecie. Dla przykładu podczas badań pomiędzy 1994, a 2004 r. były tu odkrywane 3 nowe gatunki każdego miesiąca. Szkoda, że wiele z nich wyginie zanim nawet zostanie poznanych przez człowieka. Dzikie zwierzęta przy rzece Kinabatangan, Sabah, Malezja.

Przejazd z Sandakan do Rzeki Kinabatangan

Agencje w Sandakan oferują pakiety wycieczek by podziwiać przyrodę rzeki Kinabatangan. Pakiety są horrendalnie drogie, ale w cenie zawierają wszystko od przejazdów, przez jedzenie, noclegi po przewodnika. Dla przykładu 2 dniowy pakiet to koszt około 400 zł od osoby, w zależności od agencji.

Ja zdecydowałam się na najkrótszą opcję, czyli pakiet 2D1N. Wycieczka zaczęła się w Sandakan, gdzie bus odebrał wszystkich uczestników z hoteli i pomknął przez las palm oleistych w poszukiwaniu rzadkiej już dziś dżungli. Mknęliśmy i mknęliśmy przez ponad 2 godziny, a za oknem nie widać było nic innego niż plantacje palm. W końcu dotarliśmy do celu, czyli małej wioski Sukau otoczonej, a jakże, palmami oleistymi. Byłam w szoku, kiedy zobaczyłam, że z dżungli nie zostało prawie nic.

Przy rzece znajdował się luksusowy ośrodek wypoczynkowy tzw. rizort. Pracownicy przywitali nowo przybyłych orzeźwiającym napojem bezalkoholowym i zaprosili na krótkie spotkanie organizacyjne. Przewodnik wyjaśnił plan turnusu, godziny posiłków oraz rejsów po rzece Kinabatangan. W ośrodku było kilkadziesiąt osób, wszyscy zostali podzieleni na małe grupy około 10 osób bo tyle miało się zmieścić w łódce. Cała organizacja przebiegała bardzo sprawnie.

Wzdłuż rzeki jest kilka ośrodków wypoczynkowych i hoteli, które organizują podobne wycieczki. Byłam w Borneo Natural Sukau Bilit Resort, który wyglądał bajecznie. Cały ośrodek położony był przy rzece, bezpośrednio w dżungli na długich palach tak, że domki i recepcja były połączone drewnianymi pomostami. W ten sposób zwierzęta mogły swobodnie spacerować po ziemi. Jako że podróżowałam sama, zostałam zakwaterowana w dużym budynku, gdzie w każdym pokoju były 3 piętrowe łóżka. Dla par były przewidziane urocze dwuosobowe domki z łazienką. Przy rzece znajdowała się spora restauracja gdzie spotykaliśmy się na posiłki. Na drzewach ponad ośrodkiem zawsze czyhały małpy żeby ukraść iPhona czy jakieś resztki. Ochrona przyrody na Borneo, lasy deszczowe i rzeka Kinabatangan.

Jak wygląda rejs na Rzece Kinabatangan?

Przed zachodem słońca przydzielona mi grupa wsiadła do łódki i pogoniła 5 innych łódek w poszukiwaniu dziczy pozostałej wśród plantacji palm. Rejs na rzece Kinabatangan trwał niespełna godzinę i wcale nie odpłynęliśmy daleko od ośrodka. Za każdym razem, kiedy przewodnik wypatrzył jakieś zwierzęta zatrzymywaliśmy się by im się bliżej przyjrzeć. No i muszę przyznać, że było co oglądać. Na tym krótkim odcinku zobaczyliśmy (bez żadnej przesady) setki małp, głównie makaki krótko i długoogonowe, ale również małpy Janusze (nosale) oraz orangutany. Mama orangutan z dzieckiem albinosem wcinali liście, makaki skakały jak szalone, a nosale z dużym brzuchem GAPIŁY SIĘ. Nosale wyglądają rzeczywiście komicznie: rude z dużym nosem i brzuchem jak piwosz. Dobrze, że te stworzonka nie wiedzą jak spaczony ich obraz mają Polacy…

Turyści oglądający dzikie orangutany na Borneo. Rejs na rzece Kinabatangan, Sabah.

Tak oto wygląda rejs na Rzece Kinabatangan

Tak bliski kontakt z dzikimi zwierzętami robił niesamowite wrażenie. Widzieliśmy także małego pytona, który był tak zakamuflowany swoim kolorem, że zajęło mi kilka minut, żeby go wypatrzeć. Przewodnik zauważył też kilka waranów na drzewach oraz dzioborożca. Byłam zaskoczona jak wiele DZIKICH zwierząt zobaczyliśmy na tak małym odcinku.

Po powrocie zjedliśmy kolację – kontynentalny bufet wymieszany z lokalnymi przysmakami. Następnie ekipa ośrodka przygotowała krótką rozrywkę w postaci tradycyjnych piosenek i tańców, których wspólnie się uczyliśmy. Mimo, że to typowa turystyczna atrakcja dla mas, było śmiesznie i można było się zintegrować.

Nocny trekking w dżungli

Codziennie wieczorem przewodnicy zabierają gości na nocny treking po dżungli. W tym wypadku dżungla to duże słowo, bo pozostały skrawek lasu jest bardzo niewielki i wydawało się, że składa się z samych ścieżek i kilku drzew. Nie mniej jednak, jako że ilość zwierząt na tym małym obszarze jest ogromna, mieliśmy okazję zobaczyć cywetę, kukanga (coś jak król Julian) i masę nocnych owadów. Nie było komarów, ani pijawek, taki przyjemny spacerek. Jako, że teren jest nieźle zadeptany, co chwila spotykaliśmy inną grupkę z przewodnikiem, co potęgowało wrażenie natłoku i dawało do myślenia: ile jeszcze przetrwa ta dżungla? Po powrocie kolejka pod prysznic i palulu, bo zwierzątka wstają wraz ze wschodem słońca.

Poranny rejs po Rzece Kinabitangan

Wstaliśmy około 5 rano by się przygotować na kolejny rejs po Rzece Kinabatangan. Mgła unosiła się tak, że wszytko wyglądało jak sceneria z filmu. We mgle przewodnik wypatrzył krokodyla na brzegu rzeki. Podpłynęliśmy by mu się bliżej przyjrzeć. Cztery metry bestii spało, po czym jak w filmie czmychnęło do wody posuwistym ruchem. Brakowało mi tylko muzyki z filmu Piła do pełnego wrażenia rodem z horroru. Szybki zryw łodzi wybudził mnie z letargu. To nie był film. Krokodyl nas pogonił.

Tego ranka w unoszącej się mgle wypatrzyliśmy jeszcze 2 mniejsze krokodyle. Oba spały na brzegu jak gdyby nigdy nic. Dwa tygodnie przed moim przyjazdem jeden z nich połknął rybaka! Wysoko na drzewach siedziały małpy Janusze (nosale) i co jakiś czas przefrunął dzioborożec. Te ptaki są typowe dla lasów deszczowych Borneo, ale spotkałam je także podczas trekingu w dżungli na Sumatrze. Dzioborożce posiadają twardy róg nad dziobem, który pomaga im wydobywać robaczki spod kory drzew. Taki tropikalny dzięcioł. Ponadto dzioborożce mają znaczenie symboliczne dla rdzennych mieszkańców Borneo – Dajaków. Tradycyjny taniec Dajaków symbolizuje właśnie lot dzioborożca.

Po niecałej godzinie rejsu wróciliśmy na śniadanie. Dla mnie był to koniec wycieczki, a inni goście przygotowywali się do dziennego trekingu w dżungli. Krokodyl na Borneo podczas rejsu na rzece Kinabatangan.

Pakiety wycieczek, a rejs po Rzece Kinabatangan na własną rękę

Plan wycieczek jest taki sam każdego dnia. Zawiera poranny rejs po Rzece Kinabatangan, dzienny trekking po dżungli, popołudniowy rejs oraz nocny trekking. Ze względu na to, że zagęszczenie zwierząt przy rzece Kinabatangan jest ogromne, to wybierając krótki pobyt z pewnością zobaczycie ich dużo, a wiadomo, że im dłużej, tym więcej. W związku z tym długość pobytu będzie prawdopodobnie zależna od budżetu, jaki chcecie przeznaczyć na przygodę. Korzystałam z agencji Borneo Calling i muszę przyznać, że organizacja przebiegła bez zarzutów.

Jeśli chodzi o organizację wyprawy samodzielnie to jest ciężko. Internet stara się ukryć wszelkie informacje na temat możliwości zobaczenia rzeki Kinabatangan na własną rękę. Agencje na tym zarabiają. Po pierwsze problemem jest dojazd. Jak już wspomniałam okolica rzeki jest w całości pokryta plantacjami palm oleistych i nie ma tam większych wiosek. Jedyny transport jaki widziałam do Sukau to właśnie busy transportujące turystów do rizortów. Wiele osób utknęło próbując dostać się do rzeki Kinabatangan autostopem. Busiki są zazwyczaj wypchane, a jeśli mają miejsce i się zatrzymają, koszt może być ogromny.

Jeśli uda wam się tam dostać, to w miejscowości Sukau można znaleźć nocleg bez konieczności wykupowania pakietu wycieczki. Jest również opcja dołączenia do grupy na rejs po rzece Kinabatangan. Niestety opcje są ograniczone i również drogie, bo wioska jest mała i wykorzystują turystów, a raczej chodzące portfele, jak tylko chcą.

Wyprawa nad Rzekę Kinabatangan była wspaniała ze względu na bliskość przyrody, a tym samym przygnębiająca biorąc pod uwagę aspekt ekologiczny. A teraz pozwólcie mi wylać żale.

Rezerwat Kinabatangan czy plantacja?

Kiedy wybierałam się nad rzekę Kinabatangan byłam pewna, że to Park Narodowy wiedząc jak istotny przyrodniczo jest rejon. Jednak okazuje się, że plantacje palm oleistych są ważniejsze dla władz. Staraniami organizacji pozarządowych region jest pod ochroną od 1997 roku. Najpierw jako rezerwat ptaków, potem jako Rezerwat Rzeki Kinabatangan. Obecnie pod opieką Sabah Wildlife Department. Ochrona przyrody w tym regionie została zaniedbana, w momencie kiedy koncerny zaczęły wycinkę pod plantacje palmy oleistej. Starania NGO-sów w celu stworzenia parku narodowego zostały odrzucone i rząd aprobował rozrastanie się plantacji. Niestety dziś już niewiele zostało z lasów deszczowych. Pasek dżungli wzdłuż rzeki pozostał w miejscach, które były trudno dostępne dla plantatorów. Do tego stopnia, że nawet podczas rejsu da się zobaczyć palmy oleiste tuż za lasem. Stan obecny możecie zobaczyć na Mapach Google satellite, które pokazują skrawki lasu. W zasadzie największy pasek zieleni jest przy morzu, gdzie lasy namorzynowe utrudniają stworzenie plantacji.

Ochrona przyrody a zysk

Zwierzęta w rezerwacie Rzeki Kinabatangan są zewsząd otoczone plantacjami palmy oleistej i nie mają dokąd pójść. Nie dość, że pokarmu coraz mniej w nadmiernie eksploatowanym lesie, to jeszcze narażone są na kłusownictwo, bowiem teren nie jest pod ścisłą ochroną i rzeka wraz z plantacjami tworzy swoistą pułapkę. Nie łudźcie się, że ogromne pieniądze, które turyści zostawiają w ośrodkach idą na ochronę przyrody. Na zwierzętach bogacą się agencje i hotele.

Z drugiej strony rezerwaty w pobliżu Sandakan przeznaczają znaczną część dochodów na ochronę swoich podopiecznych zwierząt. Znajdują się tam rezerwaty niedźwiedzi malajskich, orangutanów i małp Januszy. Niestety tam zwierzęta nie są już dzikie, bowiem mały obszar lasu sprawił, że zależne są od pożywienia, które dostarcza im człowiek. Ponadto wiele z nich pochodzi z odzysku, z klatek w których ludzie trzymali je jako zwierzątka domowe, czy też zostały znalezione chore. W związku z tym rezerwaty to także rehabilitacja zwierząt i próba przywrócenia ich dzikiej dżungli.

Niestety wizyta w rezerwacie rzeki Kinabatangan nie napawa optymizmem. Wkrótce zwierzęta mogą nie być w stanie znaleźć wystarczającej ilości pożywienia w eksploatowanym lesie. Wiele z nich może bezpowrotnie wyginąć, a inne będą zależne od człowieka. Mimo, że w tym momencie rząd zaostrza przepisy odnośnie ochrony środowiska, przez zbyt długi czas skoncentrowany był tylko i wyłącznie na pieniądzach. Skutki są bardzo smutne.

To wszystko było tak dla mnie przygnębiające, że nie weszłam do żadnego rezerwatu, tylko płakałam przed drzwiami. Żałowałam też wycieczki do Rzeki Kinabatangan i wspierania biznesu który moim zdaniem jest nieetyczny. Emocje sprawiły, że chciałam jak najszybciej wyjechać z tej porośniętej palmami oleistymi wyspy.

Odpowiedzialna turystyka w Malezji

Olej palmowy na Borneo, plantacja palmy oleistej.Lasy deszczowe Borneo zostały zniszczone przez plantacje olejowców. Przejazd przez Sabah od Kota Kinabalu do Sandakan przyprawił mnie o depresję. To było wstrząsające kilkaset kilometrów plantacji palmy aż po horyzont i nic poza tym. A pomyśleć, że zaledwie 30 lat temu ten teren porastała zielona dżungla.

Mimo, że zostało tak niewiele lasów deszczowych na Borneo, obawiam się, że przyroda wciąż nie jest chroniona na takim poziomie jak być powinna. Dżungla Malezji jest wciąż uszczuplana pod plantacje oraz przez nielegalną wycinkę wartościowych drzew. Byłam też w Rezerwacie Danum Valley, nieopodal, i mimo, że tam dżungla jest nieporównywalnie większa też nie jest w pełni chroniona. Jadąc tam widziałam ciężarówkę obładowaną owocami palmy oleistej. Zapytałam kierowcy co ta ciężarówka robi w środku dżungli. Odpowiedział, że teren niby jest pod ochroną, ale niby nie jest…

W przeciwieństwie do Brunei Darussalam, gdzie ochrona lasów deszczowych Borneo stoi na wysokim, jednym z najlepszych na świecie poziomie. Brunei ma pieniądze i inwestuje w ochronę przeciwko kłusownikom i kradziejom drzew.

Odpowiedzialna turystyka w Malezji budzi się powoli. W czasach gdy turystyka przynosi zyski, rząd stara się dbać o ochronę przyrody by ściągnąć więcej odwiedzających. Trochę późno, widząc że zostały tylko niewielkie enklawy lasów deszczowych dostępne dla wyższych sfer, które są w stanie sobie na to pozwolić. Szkoda, że oglądanie dzikich zwierząt naszej planety staje się czymś coraz bardziej nietuzinkowym i dostępnym dla elit, bo kosztuje krocie. Rejs po rzece Kinabatangan mimo wysokiej ceny jest stosunkowo tani jeśli chodzi o Sabah, porównując z odwiedzinami Rezerwatu Doliny Danum czy Tabin.

Ekoturystyka w Malezji

Co z ekoturystyką w Malezji? Kiedy byłam w stolicy Sabah – Kota Kinabalu, rozmawiałam z przedstawicielami jednej agencji mającej “eco” w nazwie. Rozmowa polegała na tym, że zapytali mnie co to jest ta odpowiedzialna turystyka, o której ciągle mówię i jak mogą ją wdrożyć w działania. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ekoturystyka w Malezji raczkuje. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w większości Indonezji (oprócz Bali). Tam z kolei wybrałam się na trekking na Wulkan Rinjani z “Eco tour agency”, która wyróżniała się spośród innych tym, że zbierała PO SOBIE śmieci na szlaku… Nie sposób wymienić wszystkie przykłady, gdzie “eco” w Azji znaczy tyle co “blisko przyrody” czy “na świeżym powietrzu”. I tak mniej więcej oceniłabym większość eco ośrodków, eco rizortów i innych hoteli mających eco w nazwie. W Malezyjskim rozumieniu tego słowa spanie w hotelu w dżungli jest eco, a spanie w hotelu w mieście nie jest.

Powiecie: lepiej późno niż wcale, wracając do odpowiedzialnej turystyki w Malezji. Nowa polityka odnośnie ochrony środowiska jest obiecująca. Jednak osobiście uważam, że biorąc pod uwagę znaczenie lasów deszczowych Borneo, ta ochrona powinna być na wyższym poziomie. Borneo nie będzie mi się kojarzyć w dzikimi zwierzętami, ale z ich cmentarzyskiem, jakim jest plantacja palm oleistych. Wyjechałam bez nadziei, że w tym regionie może być lepiej i przytłoczona zachłanną działalnością człowieka.

Jak każdy z nas może pomóc ocalić lasy deszczowe Borneo?

Podróż przez Borneo nie napawa optymizmem, jednak motywuje do działania. Nic nie dał płacz i narzekanie. Nie zatrzymam deforestacji na Borneo, nielegalnej wycinki drzew czy wymierania kolejnych gatunków zwierząt. Za to mogę zminimalizować zużycie oleju palmowego oraz zmienić moje własne przyzwyczajenia na bardziej przyjazne dla środowiska. Niestety to nie tylko rząd Malezji, ale my wszyscy jesteśmy winni dewastacji lasów deszczowych Borneo. Każdy z nas ma w domu produkty zawierające olej palmowy, który ma szerokie zastosowanie w przemyśle kosmetycznym i spożywczym. Otwórzcie szafki i przeczytajcie etykiety. Jestem pewna, że połowa produktów zawiera olej palmowy.

Możesz też klikać każdego dnia, by ocalić część lasów deszczowych. Strona internetowa Save the rainforest to jedna ze stron, które robią różnicę i każde kliknięcie generuje darowiznę, które wpływa na ocalenie metra kwadratowego lasów deszczowych.

Jeśli chodzi o odpowiedzialną turystykę w Malezji to można tam zakupić pamiątki, których sprzedaż wspiera ochronę środowiska w regionie np. przy rezerwatach obok Sandakan. Pamiętajmy też by kupować regionalne produkty i takie, które motywują lokalnych mieszkańców do dbałości o środowisko jak miód, sól górska czy lokalne rękodzieło z Borneo.

Zdaje sobie sprawę z tego, że te działania to kropla w morzu, jeśli jedna osoba przestanie używać oleju palmowego lub zacznie klikać. Jednak w końcu morze składa się z kropel i wierzę, że razem mamy ogromną siłę działania. A posługując się znanym cytatem dodam, że jeśli chcemy zmienić świat musimy zacząć od zmiany swoich własnych nawyków.Odpowiedzialna turystyka w Malezji. Małpa na drzewie.

Podoba Ci się u Pszczoły?


Zapisz się, by otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach oraz ekskluzywne materiały i wskazówki dotyczące podróżowania. 
* indicates required

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

18 komentarzy do “Rzeka Kinabatangan na Borneo – Żałuję że tam pojechałam!

  • Daniel

    I’m so glad I came across this post! I was planning to do this river cruise this summer and your post gave me a lot of useful information. Thank you for sharing and keep up the great work!

  • Shreya Saha

    Palm oil usage in our daily snacks and more is creating a huge problem to the environment. I have already stopped using them, and I am sure blogposts like this will make many people aware of the problem. Thanks for being honest about the issue that Kinabatangan mangrove swamps are facing currently.

  • Shane Prather

    That’s so neat you were able to get up close and personal with the wildlife!!! Monkeys are my favorite and these guys are just the cutest.

  • Eden

    I really appreciate your honesty in this article. I had not heard of the issues surrounding palm oil,so this is something I will be more mindful of going forward. Also, I love seeing local wildlife when I travel, but I always try to make sure the animals are not being manipulated or treated poorly. I sincerely appreciate that you wrote about this.

  • Milijana

    I missed visiting Borneo on my last trip to Malaysia. And I am sorry for that. I am a huge nature lover and I am looking forward to visiting Borneo and taking a Kinabitangan River cruise. So sorry to read that all the money goes to resorts and agencies, not for wildlife protection. Hopefully, posts like this one will raise awareness of it and change it soon!

  • Anwesha Guha

    I loved your post! as Shreya told, Palm oil is still largely used in India without thinking about the harm it does to our body or the environment. Even though Palm oil usage is stopped in most households, it’s still largely used in PGs. We need to make a conscious choices and aware others about its risks.

  • Alexander Popkov

    Sad to hear that we have less and less animals living in a natural habitat. In Scandinavia, they often prioritize nature preservation over money, I wish it was the same in other countries.

    • Time Travel Bee Autor wpisu

      Scandinavia is an example to follow in terms of sustainability, energy and environment protection. I also wish it was like that everywhere. Unfortunately, places of the highest biodiversoty in the world are poor countries with no proper policies and funds.

  • Thelitt

    Wow, Kinabatangan River Cruise is truly one for the book. I like this kind of adventure, since this is something that always excites me. The night trekking in the lush green forest is something I really like to experience. I hope to traipse my feet here soon, and get to experience more of Kinabatangan River Cruise has to offer. Thank you so much for sharing this with us.

    • Kris

      ” The night trekking in the lush green forest … ” To read the post – I think it hardly can be reckoned as true trekking in the lush forest. Rather the walk inside of park surrounded with plantations and tourist resorts for lazy and comfort-loving tourists..

  • Izzie

    Firstly I love your blog design and the font you use! This post was inspiring and your trip sounds amazing with all the different animals you saw! It sounds like my dream trip! I would have loved to have seen more photos! I’m so glad you touched upon eco tourism, it’s such an important topic.

  • Riki

    Very fun post! I’ve always wanted to do a river cruise like this. We will definitely be adding this to the list! Thanks for the info on responsible tourism too.

  • The Broad Life

    This is a truly nice post!
    I always want to do a rivercruise trip but it’s not easy to find in my country. Thanks to your post, I now have a destination to come for this experience. This is great!

  • Sarah

    I visited Borneo a few years ago and it was the highlight of my trip but yes, I agree it’s devastating about the rainforest devastation for palm oil. I try to avoid palm oil where possible but it’s hard. I hope it’s not too late for the poor wildlife.

  • Madzia

    HA ha, When we were there two years ago we heard the same story about hungry crocodile, so it must be big tourist lie.
    Travel by oil plants was really horrible view, I had tears in eyes but the worst is that we really can’t change it. THEY must finally understand how they business is dangers for natural environment.

    • Time Travel Bee Autor wpisu

      OMG really the same story about the crocodile? I heard it in the small village, not in touristic place, so I am not sure if they lie, crocodiles must eat something 😛
      About the oil, I feel the same, I am shocked, depressed and feel so powerless in what happened there. Lost lots of tears but this will not change anything. We can stop using palm oil and inspire as many people as possible. The small changes are happening, they started to care about the jungle left in Malaysia. In Indonesia still not enough…